podróże autostopem

Autostop w Tajlandii

Niestety, nie udzielę tutaj żadnych wskazówek ani porad. Autostop to dla nas nowość, więc po prostu opowiem wam parę sytaucji z nim związanych. 🙂

Autostop #1

Czytaliśmy, że w Tajlandii stopa łapie się bardzo szybko, można powiedzieć, że jest to raj autostopowiczów…
Z Kanchanaburi, z wodospadów Erawan po raz pierwszy postanowiliśmy jechać w ten właśnie sposób. Po przejściu paru kilometrów, wstąpiliśmy po drodze do sklepu, a wychodząc  zobaczyliśmy rodzinkę w pickupie, kierowca od razu się uśmiechnął wskazując na pakę. Jeszcze upewniliśmy się czy jedzie w naszym kierunku i po godzinie drogi byliśmy już na miejscu.

Z tamtąd jeszcze chcieliśmy dostać się do miasta Suphan Buri, gdzie planowaliśmy zostać na noc, aby następnego dnia udać się do ”Miasta Małp” – Lopburi.

Autostop podróż z plecakiem

Autostop #2

W końcu wydostaliśmy się z miasta na wylotówkę, a wcześniej przygotowana tabliczka kartonowa z napisem Suphan Buri, przyczepiona do Sylwii plecaka (po kilkunastu minutach) złapała nam następnego stopa. 😊 Wcale nie jest to takie trudne jak myśleliśmy. Fakt trzeba się nachodzić, żeby stanąć w odpowiednim miejscu, ale sądzę że warto.

Ta podróż była naprawdę dziwna. Facet prowadzący samochód częstował nas smażonymi bananami,  dostaliśmy od niego bryloczek i co chwilę wydzwaniał po znajomych z włączoną kamerką żeby nas przedstawić haha 😊 Wtedy to my czuliśmy się jak atrakcja turystyczna.

Zabrał nas do streetfood’a na obiad i nie pozwolił za nic zapłacić. Po czym powiedział, że podjedzie jeszcze po coś do domu. ‘Powiedział’ to za może za mocne słowo,  tutaj mało kto mówi po angielsku, on po prostu pokazał na drogę i wypowiedział ‘HOME’ 😊

Po spojrzeniu na mapę okazało się, że mieszka w prowincji Suphan Buri, nie w mieście Suphan Buri, co nie do końca nam odpowiadało. Jego mieszkanie znajdowało się w takich zakamarkach, że na wylotówkę musielibyśmy iść z godzinę.

Nasz nowy kolega wszedł tylko do domu na chwilę, po czym jechaliśmy już dalej. Jednak jeszcze nie na wylotówkę, ani do Suphan Buri. Po drodze odwiedziliśmy jego rodzine i znajomych haha dopiero po jakimś czasie, kiedy przyszła ich sąsiadka, starsza Pani, która zaskakująco dobrze mówiła po angielsku (mieszkała 20 lat w Californi) przetłumaczyła naszemu nowemu koledze, że robi się już późno, a my chcielibyśmy jeszcze dziś dostać się do hostelu. I tak nasz ‘kierowca’ postanowił, że odwiezie nas pod sam hostel, który był kilkadziesiąt kilometrów od jego miasteczka. Tu jeszcze nie zapomniał o robieniu zdjęć i zaproszeniach na Facebooku. 😊

Autostop #3

Następnego dnia wyszliśmy z hotelu na drogę prowadzącą do Lopburi, gdzie mieliśmy już załatwiony nocleg. Stanęliśmy z wypisaną nazwą miejscowości na kartoniku i już po jakichś 10 minutach jechaliśmy znów na pace pickupa. Po drodze jednak zaczęło trochę padać i miłe Panie zaprosiły nas do środka samochodu. To był kolejny autostop, którym dojechaliśmy dokładnie do miejsca, gdzie zmierzaliśmy.

Autostop #4

W Lopburi spędziliśmy jeden dzień (post tutaj) i z samego rana ruszyliśmy już w stronę drogi do Chiang Mai, miasta oddalonego o ponad 600 km. Do drogi głównej było dosyć daleko, ale po drodze zatrzymał się koło nas kierowca, który bezinteresownie zaproponował podwózkę. Niedaleko, jak na samochód to fakt, ale pieszo szli byśmy jeszcze z 1,5 godz. W ten sposób dostaliśmy się na autostradę prowadzącą na północ Tajlandii. Dodatkowo facet okazał się przedstawicielem sieci komórkowej i sprezentował nam 2 karty sim z internetem.

Autostop #5

Kiedy byliśmy już na głównej drodze łączącej południe z północą, po ok. 10 minutach zatrzymała się pewna rodzinka i pozwoliła nam jechać również na pace swojego pickupa (to najpopularniejsze auta tutaj 😉). To też było bardzo ciekawe doświadczenie. Przejechaliśmy z nimi prawie 350 km.  Byli na tyle gościnni, że po drodze zatrzymaliśmy się na wspólny obiad, za który również nie pozwolono nam zapłacić. W pewnym momencie, kiedy zaczęło padać kierowca się zatrzymał i dał nam parasol (haha szkoda, że nie widzieliście min innych kierowców, widzących dwoje ludzi na pace auta z parasolem w ręku). Nie jechali oni jednak do samego Chiang Mai, ale ze względu na to że pogoda się popsuła podrzucili nas na przystanek autobusowy skąd dojechaliśmy na miejsce za 25zł/os. Rodzinka czekała z nami aż do samego odjazdu, a na  koniec chcieli nam jeszcze wręczyć 200 THB.

 

Jak sami możecie zauważyć, sytuacje naprawdę zaskakujące, a dzięki nim można dodatkowo poznać tak miłych, sympatycznych i pomocnych ludzi. Tego typu rzeczy napawają optymizmem i motywują do podejmowania kolejnych wyzwań.

Większość mieszkańców Tajlandii wyznaje Buddyzm, co za tym idzie pomaganie innym jest w ich naturze. Więc czasem pomagają, nawet kiedy nie mają pojęcia jak. 😊
Pewien Taj tak bardzo chciał nam kiedyś pomóc, że zapytany o bus do centrum , podał nam pierwszy lepszy numer. Tak właśnie wylądowaliśmy w autobusie w przeciwna stronę. Zorientowaliśmy się, gdy kobieta sprzedająca bilety kręciła głową, jak pokazaliśmy jej nazwę dzielnicy do której chcemy jechać.
Najlepiej jest potwierdzać uzyskane informacje 2 razy.

A jakie są wasze historie o podróżach autostopowych? Próbowaliście już kiedyś?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *